Majdan proaktywności

dzialo-na-tle-flagi-ukrainskiej

Majdan proaktywności

15:56 12 Marzec in Efektywność osobista
0 Comments

Trudno mi w ostatnich dniach przestać myśleć o Ukrainie! Ten temat jest wszędzie. Byłam kilka razy w Kijowie. Wspierałam nasze biuro. Zawsze zatrzymywałam się w hotelu Ukraina. To ten, który góruje nad Majdanem. To z niego często przekazywane są wiadomości. Dziennikarz stoi na tarasie hotelu, za nim rozpościera się panorama placu…

Klientami, dla których prowadziłam warsztaty były duże, międzynarodowe korporacje. I choć pochodziły z bardzo różnych gałęzi biznesu, to osoby tam pracujące miały ze sobą bardzo wiele wspólne. Zazwyczaj byli to młodzi, zaangażowani ludzie. Bardzo pozytywnie nastawieni do życia, otwarci, ciepli. Może czasem trochę nieśmiali i za mało asertywni. Cenili swoją pracę tak po ludzku. Widzieli w tym szansę na robienie czegoś ciekawego, na własny rozwój i poznanie świata.

Obserwuję teraz, jak wszyscy, co się tam dzieje. Patrzę i słucham.
Rozmawiam z moimi koleżankami z ukraińskiego biura. Mówią o organizacji Majdanu. Twierdzą, że to podobno bardzo spontaniczne poruszenie. Opowiadają o „babuszkach”, które oferowały pomoc w przygotowywaniu koktajli Mołotowa. O biznesmenach, którzy dawali swoje samochody na użytek protestujących. To wszystko widać, gdy ogląda się zdjęcia z wydarzeń. Zdobyczne tarcze milicyjne z napisem po ukraińsku wolni ludzie i angielskim freedom. Dziewczyny w wiankach z kwiatów. Widziałam taki wianek ostatnio na głowie mojej przyjaciółki, w dniu jej ślubu. Tradycyjnego, ukraińskiego. W stroju ludowym.

Zastanawia mnie bardzo, jak takie rzeczy się zaczynają.

To znaczy co musi się zadziać w głowach ludzi, żeby zacząć „budować Majdan”. Wydaje mi się, że każdy protest ma swój początek w pewnej zmianie postrzegania swojej sytuacji. Po pierwsze trzeba zrozumieć, że człowiek może podjąć protest. Że ma do tego prawo, że jest w stanie to zrobić. Trzeba pokonać w głowie strach, który nas paraliżuje przed zrobieniem pierwszego kroku. Oszacować konsekwencje i zastanowić się, czy jestem w stanie je zaakceptować. To pierwszy krok do niezależności. Majdan to pierwszy krok w skali narodu. Ale przecież każda trudna, życiowa sytuacja, w której czujemy się niekomfortowo powoduje, że albo w niej tkwimy dalej, narzekając na sytuację i osoby, które są jej przyczyną, albo robimy ten właśnie krok.Mogłabym takich sytuacji wymieniać wiele. Z życia zawodowego i prywatnego. Brak cierpliwości w stosunku do swoich bliskich, brak asertywności, zgadzanie się na zbyt wiele w różnych sytuacjach w pracy, brak samodyscypliny i odkładanie ważnych rzeczy na później.

Stephen Covey w swojej książce „7 Nawyków skutecznego działania” nazywa ten pierwszy krok od zależności do niezależności proaktywnością. To pierwszy, bardzo ważny nawyk. Mówi o tym, że każdy z nas odpowiada za samego siebie i swoje wybory. Stare, polskie przysłowie mówi: Jesteś kowalem swojego losu. I to jest właśnie kwintesencja tego nawyku. To znaczy osoby, które zrozumieją to przysłowie i zaczną je wykorzystywać w życiu są właśnie proaktywne. Rozumieją one, że maja w każdej życiowej sytuacji, także tej trudnej możliwość dokonania wyboru swojej reakcji.

Odwrotnością proaktywności jest reaktywność. Czyli tkwienie w sytuacjach różnych zależności. Zależnym można być od wszystkiego:
✔od ludzi („nie mogę skończyć tego tekstu, bo ciągle ktoś czegoś ode mnie chce”)
✔od własnych stanów emocjonalnych („bo ja taka nerwowa jestem”)
✔od rzeczy („to przez ten głupi laptop”).

Jednym słowem samoograniczam się w moich wyborach i cały czas tkwię w świecie „innych onych”. Myślę o tym, co przez nich przechodzę, jak mi oni przeszkadzają w życiu, zamiast zastanowić się, co innego mogą zrobić JA, żeby wyjść z niekomfortowej sytuacji. Mamy naturalną zdolność obwiniania za nasz zły stan zewnętrznych zjawisk. I bardzo kreatywnie tę zdolność wykorzystujemy.

Tom Peters, jeden z moich ulubionych pisarzy tematyki biznesowej powiedział:
„Nie chciałbym mieć kiedyś na swoim nagrobku takiej sentencji: tu leży Tom Peters, który byłby znacznie lepszym człowiekiem, gdyby tylko miał innego szefa.”

Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego tak łatwo zajmujemy się poszukiwaniem zewnętrznych przyczyn i jednocześnie tkwimy w mało komfortowej dla siebie sytuacji? Bo tak jest łatwiej. W dodatku próba wzięcia sprawy w swoje ręce wymaga od nas zaryzykowania, że może się nie udać. NAM się może nie udać. Czasem po prostu nie wierzymy we własne siły lub po prostu nie dostrzegamy, że jesteśmy w stanie to zrobić, że to leży w granicach naszych możliwości.

Po co więc to zmieniać?
To jest chyba bardzo dobre pytanie. Po co zmieniać coś, co działa. Tak, właśnie, że działa. Zobaczmy przykład. Powiedzmy, że mam w pracy kolegę, który potrafi bardzo umiejętnie zwalać swoją pracę na innych. Taki biurowy „mistrz delegowania”. Wyobraźmy sobie, że, pomimo moich obietnic, składanych samej sobie, że już się nie dam, znów znajduję się w sytuacji, w której mój kolega wyręcza się mną w zrobieniu czegoś, co sam powinien zrobić. Co wtedy robię? Najpierw się wściekam, potem znajduję „grupę wsparcia”, czyli rozmawiam z osobami, które też znajdują się w podobnej sytuacji. Razem ponarzekam, powiemy sobie „jak on tak może”, może użyjemy kilku mocniejszych słów pod adresem kolegi i już. Nerwy rozładowane, a prace kolegi jakoś się zrobi. Działa! No tak, tylko działa nie do końca tak, jakbym chciała. I w dodatku mam na to wszystko coraz mniejszy wpływ. Inni widzą, że temu się udało, więc zaczynają go naśladować. I tak powoli zamieniam się w ofiarę biurową.

Co zrobić, żeby to zmienić?
Warto zacząć więc od małych kroków.
Poniżej kilka sprawdzonych pomysłów na to, jak rozwijać swoją proaktywność:

  1. Przyjmij do wiadomości, że zawsze jest jakieś drugie wyjście. Potraktuj to jak aksjomat. Bardzo rzadko używam słowa zawsze. To jest jeden z tych wyjątków. Bo zawsze jest jakaś inna opcja. Na przykład przyjęcie do wiadomości, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Czasem inne spojrzenie na coś daje mi zupełnie inne samopoczucie. Nie nakręcam się niepotrzebnie, tylko koncentruje energię na tym, co mogę zmienić.
  2. Zawsze zadawaj sobie pytanie: jak inaczej mogę się zachować? I nie przejmuj się, jeśli nie jest Ci łatwo wymyślić coś nowego. To przyjdzie z czasem. Wykorzystaj wyobraźnię. Ona podpowie Ci nowe pomysły.
  3. Odpowiedz sobie na pytanie, czy akceptujesz konsekwencje swojego działania. Czy dobrze się z tym czujesz. Jeśli nie, patrz punkt pierwszy lub drugi.
  4. Zacznij odbierać trudne sytuacje w życiu, jako siłownię do ćwiczenia proaktywności. W ten sposób łatwiej przez nie przejdziesz, ale też zaczniesz coraz bardziej wyrabiać w sobie taką kompetencję społeczną. Można zacząć wszędzie. Na przykład w trakcie prowadzenia samochodu. Obserwuj świadomie, jak zachowujesz się w sytuacjach trudnych. Gdy opadną emocje zastanów się, co Cię najbardziej zdenerwowało i dlaczego. Z czasem zobaczysz, że takich sytuacji jest coraz mniej.
  5. Nie przejmuj się niepowodzeniami. Gdy dym emocji opadnie zastanów się, czego Cię ta sytuacja nauczyła. Jak byś zachował się w identycznej sytuacji inaczej. Co było trudne. Co Cię sprowokowało do zachowania, z którego teraz nie jesteś dumny.
  6. Przestaw się na język proaktywności. Posłuchaj siebie, posłuchaj, jakiego języka używasz na co dzień. Czy jest to język sprawczy, budujący Twoje poczucie wpływu? Mogę, zrobię to, wybieram, chcę? Czy raczej język osobistego niewolnictwa: muszę, kazali mi, oczekują ode mnie, mam to zrobić. Zwróć uwagę, jak używany przez Ciebie język zmienia odbiór Twojej osoby przez innych. Zwróć uwagę, jak bardzo wpływa na Twoje postrzeganie samego siebie.
  7. Znajdź swoje własne sposoby. Na budowanie swojej własnej mocy i wpływu.

Największa różnica, jaka postrzegam pomiędzy tak zwanymi osobami sukcesu a tymi, którym „jakoś nie wychodzi” to właśnie postrzeganie samego siebie, swoich możliwości. Oczywiście nie chodzi tu o mierzalne kompetencje i prawdziwą wiedzę. Chodzi o zrozumienie a właściwie wiarę, w jaki sposób mogę to wykorzystać.

Warto obserwować takie osoby. Oczywiście należałoby jeszcze dodać warto obserwować te osoby, które odnoszą sukcesy w sposób nie budzący naszych zastrzeżeń. Ale o stylu odnoszenia sukcesu Szecherezada, swoim zwyczajem opowie w następnym odcinku, pod tytułem „Dyzmy portret współczesny”.

Tekst przygotowany przez Iwonę Kiwerską

[Fot.: fotolia.com]

admin

slawomir.kazimierczak@door.com.pl

Administrator serwisu

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
500
wpDiscuz
X